Publication date:
Wiadomości branżowe

Kierowcy dla kierowców ? pierwszy w Polsce społecznościowy poradnik bezpiecznej jazdy

ERGO Hestia odsłania pierwszy w Polsce poradnik, który połączył rajdowca, blogosferę motoryzacyjną i polskich kierowców. Poradnik przedstawia podejście do codziennej jazdy po krajowych drogach z różnych punktów widzenia. Znajdziemy w nich schematy, zdjęcia, filmy oraz historie z którymi może spotkać się każdy z nas. W minionym tygodniu blogerzy rozpoczęli prezentowanie wyników swojej pracy. Przez kolejne 6 tygodni na poszczególnych blogach publikowane będą dalsze rozdziały Niecodziennego Poradnika Codziennej Jazdy. Każdy kierowca odwiedzając blogi autorów i ambasadorów akcji, może w ten sposób przedpremierowo skompletować całą cześć poradnika napisaną przez blogerów. Jako pierwszy swój rozdział opublikował Marcin Kamiński – współautor bloga Antymoto.com, który poruszył temat komunikacji na drodze. Od dzisiaj będzie można zapoznać się już z drugą częścią poradnika napisaną przez Michała – autora bloga AutomotiveBlog.pl, dzielącego się spostrzeżeniami na temat sprawnej jazdy autostradą. A to nie koniec – głównym punktem akcji #postępyRobię, będzie wydanie e-booka – zestawiającym rady siedmiorga blogerów – pasjonatów motoryzacji i Michała Kościuszko – zawodowego kierowcy, właściciela szkoły jazdy. Niecodzienny Poradnik Codziennej Jazdy to znakomita okazja do poszerzenia wiedzy na temat bezpieczeństwa jazdy samochodem. Każdy rozdział zawiera informacje na temat innego aspektu kierowania autem, dlatego warto zapoznać się z całym poradnikiem. W mojej części - dostępnej już teraz przedpremierowo na blogu Antymoto.com, dowiecie się więcej o komunikacji na drodze oraz języku kierowców – opowiada Marcin Kamiński – współautor poradnika oraz bloga Antymoto.com. W poszczególnych rozdziałach czytelnicy znajdą praktyczne rady przedstawione w bardzo przystępny sposób - Marcin dołączył do swojej części poradnika tabelkę z najczęstszymi gestami kierowców i ich znaczeniem, Spalacz zamieścił sporo schematów na bazie zdjęć wprost z polskich dróg, Automotive przygotował kilka filmów z Autostrad, a sam Michał Kościuszko podzieli się swoimi historiami z rajdów. W lipcu ubiegłego roku ERGO Hestia rozpoczęła współpracę z siedmiorgiem motoblogerów – Magdaleną i Marcinem (Antymoto.com), Tomkiem (Prentki-blog.pl), Albinem (StrefaKulturalnejJazdy.pl), Bartkiem (JustWellDriven.com), Marcinem (Spalacz.pl) i Michałem (AutomotiveBlog.pl), którzy stworzyli Niecodzienny Poradnik Codziennej Jazdy. Decyzja o rozszerzeniu działań społecznościowych w zakresie bezpiecznej jazdy, była kontynuacją dotychczasowej współpracy ubezpieczyciela z Michałem Kościuszko – jednym z najlepszych polskich kierowców. Jej celem od samego początku było pomaganie polskim kierowcom w robieniu postępów każdego dnia – jeżdżenia sprawniej i lepiej. Niecodzienny Poradnik Codziennej Jazdy to już dziś: Dziesiątki patentów na poradzenie sobie z trudami codziennej jazdy, Filmy i zdjęcia wprost z polskich dróg, Zderzenie perspektywy zawodowca z pasjonatami, rajdowca z motoblogerami, Ogólnopolska dyskusja o tym jak jeździć sprawniej i bezpieczniej. Na drodze do stworzenia Niecodziennego Poradnika zadziało się już wiele: Blogerzy zorganizowali kilkanaście konkursów, w ramach których od skupionych wokół nich społeczności zebrali patenty na sprawną i bezpieczną jazdę. W efekcie dało to podstawę do stworzenia poszczególnych rozdziałów Niecodziennego Poradnika Codziennej Jazdy, ERGO Hestia korzystając z inwencji społeczności uruchomiła własny blog na temat bezpiecznej jazdy: postepyrobie.pl, na którym porusza kwestie najczęściej dyskutowane przez społeczność, Ubezpieczyciel stworzył także aplikację na swoim facebookowym profilu, która stała się naturalnym agregatorem wiedzy na temat motoryzacji. dostarczył infoWire.pl

Publication date:
Wiadomości branżowe

Polska starzeje się i ślepnie – potrzeba podniesienia jakości i dostępności świadczeń okulistycznych

Chcemy mieć prawo dopłacić do zabiegu, jeśli uznamy, że stać nas na to, by był wykonany w ponadstandardowy sposób. Chcemy mieć wpływ na jakość świadczeń, które są finansowane z naszych składek zdrowotnych – apelowała Małgorzata Pacholec, Dyrektor Polskiego Związku Niewidomych, podczas seminarium „Wpływ pacjentów na dostępność i jakość usług medycznych świadczonych przez szpitale w ramach kontraktu z NFZ”. Spotkanie dla pacjentów, które Polski Związek Niewidomych zorganizował we współpracy z Urzędem Marszałkowskim Województwa Śląskiego, odbyło się 28 stycznia w Katowicach. W obliczu nieuniknionych zmian demograficznych, wydatki na zdrowie powinny być traktowane jako inwestycja m.in. w utrzymanie produktywności osób po 60. roku życia. Konieczne są decyzje systemowe, które zwiększą jakość i dostępność leczenia okulistycznego, bo utrata wzroku nie tylko wyklucza chorych z normalnego funkcjonowania, ale też generuje ogromne koszty dla państwa, związane np. z rentami i opieką społeczną. – mówiła podczas spotkania prof. dr hab. Małgorzata Muc-Wierzgoń – Śląski Wojewódzki Konsultant ds. Zdrowia Publicznego. Podobnie jak w całym kraju, tak i na Śląsku dominującą potrzebą okulistyki jest chirurgia zaćmy. Liczba pacjentów czekających na leczenie zaćmy w województwie śląskim sięga niemal 80 tysięcy osób, w tym 1 870 z nich określa się jako „przypadki pilne”. Minimalny czas oczekiwania na zabieg usunięcia zaćmy na Śląsku to aż 366 dni. (Dane na koniec listopada 2014 roku). Aby wszyscy potrzebujący pacjenci otrzymali leczenie, Narodowy Fundusz Zdrowia musiałby na chirurgię zaćmy przeznaczać 9% budżetu dedykowanego na wszystkie świadczenia szpitalne, co jest z gruntu niewykonalne. Problem dodatkowo pogłębia szybkie starzenie się społeczeństwa i niekorzystna prognoza demograficzna. Szacuje się, że w latach 2014 – 2050 w województwie śląskim ubędzie 19 % populacji ogółem, przy czym jednocześnie o 48% wzrośnie liczba osób w wieku 60+,a liczba osób w wieku 65+ - o 70 %. – mówiła dr hab. n. med. Katarzyna Michalska Małecka, Wojewódzki Konsultant ds. Okulistyki dla Województwa Śląskiego. Niewystarczająca wartość środków na leczenie zaćmy przekłada się w równym stopniu na ograniczenie dostępności zabiegów, jak i ich jakości. Obecna wycena procedury usunięcia zaćmy na poziomie 2 300 zł powoduje, że świadczeniodawcy poszukują oszczędności, obniżając jakość wykonywanych zabiegów. Ostateczna jakość operacji uśnięcia zaćmy jest pochodną wielu czynników – od poziomu inwestycji w kształcenie operatorów oraz w zakup nowoczesnego sprzętu, po wybór i stosowanie odpowiednich materiałów i leków. – tłumaczył pacjentom prof. dr hab. Edward Wylegała, Ordynator Oddziału Klinicznego Okulistyki Okręgowego Szpitala Kolejowego w Katowicach - Do obniżenia jakości może dojść na każdym etapie procedury, począwszy od kwalifikacji do zabiegu na opiece pooperacyjnej skończywszy. Dużo o podejściu ośrodka do jakości zabiegu mówi standard wszczepianej soczewki. Według wytycznych NFZ wszczepiane podczas refundowanego zabiegu powinny być zwijalne soczewki jednoogniskowe. Taka nieprecyzyjna definicja sprawia, że spektrum wykorzystywanych przez ośrodki materiałów jest bardzo szerokie: od najtańszych hinduskich po nowoczesne, wykonane z materiału chroniącego siatkówkę oka po zabiegu, zmniejszając dzięki temu ryzyko wystąpienia zwyrodnienia plamki związanego z wiekiem. Jedynym sposobem na zweryfikowanie jakości przez pacjentów jest zadawanie pytań – o procedury, materiały, narzędzia i soczewki - i wybór takiego ośrodka, który oferuje najwyższą jakość. Ośrodki gdzie jakość zostanie oceniona przez pacjentów jako niewystarczająca, będą musiały podnieść standardy, aby przyciągnąć pacjentów i tym samym utrzymać kontrakt z NFZ.- powiedziała Małgorzata Pacholec. Szansą na podniesienie standardu zabiegów, z których pacjenci korzystają w ramach kontraktu z NFZ, mogłaby być możliwość partycypowania w kosztach świadczeń, w tej części, której ubezpieczenie zdrowotne nie pokrywa. W ten sposób pacjenci mogliby na przykład decydować o wyborze droższej, bardziej zaawansowanej soczewki wewnątrzgałkowej. Niestety obowiązująca interpretacja prawa zakazuje świadczeniodawcom pobierania jakichkolwiek opłat za usługi świadczone poza kontraktem z NFZ. W tej sytuacji pacjenci, którzy decydują się na wybór ponadstandardowej soczewki, na przykład wieloogniskowej, która umożliwiają usunięcie zaćmy i korekcję towarzyszących wad wzroku, w tym astygmatyzmu, zmuszeni są do wykonania zabiegu poza refundacją. Tym samym muszą pokryć nie tylko jej koszt, ale i koszt całego zabiegu - mimo, że są objęci ubezpieczeniem zdrowotnym gwarantującym im bezpłatny zabieg usunięcia zaćmy. Według analiz przeprowadzonych przez prawników z Fundacji Lege Pharmaciae, zakaz dopłat jest wadliwy prawnie, ponieważ Konstytucja RP i ustawy regulujące zakres świadczeń zdrowotnych finansowanych ze środków publicznych dopuszczają możliwość wnoszenia przez pacjentów opłat za świadczenia ponad standard finansowany przez NFZ. NFZ oraz Ministerstwo Zdrowia wciąż kwestionują dopłaty ponad standard uznając je za podwójne czyli nienależne. Jednak to właśnie interpretacja NFZ i MZ skazuje pacjenta na „podwójną” opłatę. Najpierw wpłaca on bowiem regularnie do systemu składki, a następnie jest zmuszany do płacenia za całe leczenie z własnej kieszeni. – mówi Katarzyna Sabiłło, Prezes Fundacji Lege Pharmaciae - Konstytucja mówi o równym dostępie do świadczeń finansowanych ze środków publicznych, nie zaś o nakazie leczenia wyłącznie za publiczne pieniądze. W obecnym systemie możemy jedynie mówić, cytując niezastąpionego prof. Michała Kuleszę, o równym niedostępie. Słuszność analizy prawników z Fundacji Lege Pharmacia potwierdza ostatnie orzeczenie Prokuratury, która uznała, że dopłaty pacjentów za ponadstandardową usługę nie zwalniają NFZ z obowiązku refundowania takiego świadczenia. Zdaniem Prokuratury legalne jest więc dopłacania do zabiegów refundowanych. Stanowisko Prokuratury podzielił również warszawski Sąd Okręgowy wskazując, że dopłata do leczenia ponadstandardowego jest realizacją podmiotowego prawa pacjenta  do ochrony zdrowia. Te opinie oznaczają, że NFZ powinien zastanowić się nad zmianą dotychczasowej interpretacją przepisów. Niestety, obecna na spotkaniu, Krystyna Semenowicz-Siuda, Zastępca Dyrektora ds. Medycznych Śląskiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ, poinformowała, że NFZ uznaje swoją interpretacją prawa za właściwą i nie zamierza jej zmieniać. Dane wskazują, że nie da się zapewnić skutecznego leczenia zaćmy o wysokiej jakości przy obecnym poziomie finansowym gwarantowanym przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Niewystarczający budżet NFZ, absurdalne kolejki oczekujących na leczenie, wymuszają konieczność rozważenia przez rządzących umożliwienia pacjentom decydowania o dobrowolnym partycypowaniu w kosztach świadczeń w zamian za ich wyższą jakość; dopłaty pacjentów powinny spowodować zdecydowane zwiększenie liczby zabiegów – podsumowała dr hab. n. med. Katarzyna Michalska Małecka, Wojewódzki Konsultant ds. Okulistyki dla Województwa Śląskiego. dostarczył infoWire.pl

Publication date:
Wiadomości branżowe

Kontrowersyjne zmiany dla pacjentów

Pakiet onkologiczny i obowiązkowe skierowania do dermatologów oraz okulistów – to jedne z nowości dla pacjentów, które zostały wprowadzone od tego roku. Środowisko medyczne jest ustosunkowane do zmian krytycznie – uważa, że rozwiązania zaproponowane przez Ministerstwo Zdrowia nie będą działać dobrze. Celem zmian jest skrócenie kolejek do lekarzy i podniesienie jakości leczenia. Ma się do tego przyczynić wprowadzenie obowiązkowych skierowań do dermatologów i okulistów. „Dotychczas były do tych lekarzy bardzo długie kolejki, bo pacjenci zapisywali się bez ograniczeń. Prawdopodobnie teraz się skrócą, ale czy nie kosztem stania w kolejkach po skierowania od lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej?” – zastanawia się dr n. med. Konstanty Radziwiłł, sekretarz Naczelnej Izby Lekarskiej. Podobnie wątpliwości budzi pomysł, aby pielęgniarki, położne oraz lekarze mogli wystawiać recepty aż na rok. „Brak spotkania – nawet krótkiego – osoby przewlekle chorej z doktorem, które umożliwia komunikację i przypomnienie o zasadach postępowania oraz konieczności wykonywania badań, może zmniejszyć jakość opieki” – mówi serwisowi infoWire.pl Konstanty Radziwiłł. Obawę eksperta budzi też to, że Narodowy Fundusz Zdrowia może żądać od lekarzy wyjaśnień, dlaczego często przyjmują osoby przewlekle chore i oczekują wynagrodzenia, skoro mogą spotkać się z nimi raz na rok. Nowym założeniem jest również wprowadzenie zasady, że pacjenci z podejrzeniem choroby onkologicznej mają być przyjmowani bez oczekiwania, aby możliwe były ich natychmiastowa diagnostyka i szybkie leczenie. Zdaniem eksperta istnieje jednak ryzyko, że przyjmowanie bez kolejki pacjentów z podejrzeniem nowotworu lub chorych na raka doprowadzi do ogromnych perturbacji w zapisach pacjentów nieonkologicznych. dostarczył infoWire.pl

Publication date:
Wiadomości branżowe

Zachipowane zwierzę szybciej się odnajdzie

Codziennie w Polsce dziesiątki zwierząt trafia do schronisk, a wiele innych bezradnie błądzi po ulicach miast. Dzięki specjalnym chipom możliwa jest identyfikacja zaginionych pupilów i odnalezienie ich właścicieli. Chipowanie to elektroniczne znakowanie zwierząt. Polega na wprowadzeniu mikroprocesora pod skórę przy pomocy specjalistycznej strzykawki. „Wszczepiony chip zawiera indywidualny numer przypisany do zwierzęcia. Oprócz tego zamieszczone są w nim dane właściciela” – mówi serwisowi infoWire.pl Michał Ceregrzyn, kierownik naukowy ds. żywienia zwierząt z Mars Polska. Jeśli chcemy zachipować swoje zwierzę, udajemy się do lekarza weterynarii, który wykonuje ten zabieg. Jest on niemal bezbolesny, a dłużej niż samo chipowanie trwa wypełnianie wymaganych dokumentów. Chipowanie zwierząt jest obecnie dobrowolne – decyzja leży po stronie właściciela. „Wyjątkiem jest sytuacja, gdy chcemy ze swoim zwierzęciem wyjechać za granicę. Wtedy, by nasz pupil otrzymał odpowiedni paszport, musi być zachipowany” – podkreśla weterynarz. W ten sposób może zostać oznaczone każde zwierzę. Najczęściej jednak chipuje się psy i koty. „Różnica polega na tym, że bezdomny kot nie stanowi dla nikogo problemu. Jest zwierzęciem samodzielnym. Pies niestety potrzebuje ludzkiej opieki” – mówi ekspert. „Ze znalezionym zwierzęciem możemy zgłosić się do centrum weterynarii, straży miejskiej lub schroniska” – przypomina Michał Ceregrzyn. Wszystkie te instytucje powinny mieć na wyposażeniu odpowiednie czytniki, przy pomocy których można odczytać dane zapisane na chipie i dzięki temu – skontaktować się z właścicielem. dostarczył infoWire.pl

Publication date:
Wiadomości branżowe

Niezależnie od wieku, uważamy Studniówkę za przełomowe wydarzenie

Wiele rzeczy dzieli pokolenia, ale jest coś, co tworzy wspólnotę doświadczeń, tym wydarzeniem jest studniówka. Mimo coraz większej dostępności do różnych form rozrywki, studniówka pozostaje przełomowym wydarzeniem i stanowi kamień milowy naszej młodości. Studniówka przypomina nam, że za chwilę skończy się szkoła i coraz mniej czasu zostało na przygotowania do egzaminu maturalnego. To wtedy kupujemy pierwszy garnitur, przedstawiamy swoją sympatię rodzicom i umawiamy pierwszą wizytę u kosmetyczki. W ramach cyklicznego badania opinii – Barometru Providenta okazuje się, że mimo coraz szybszego wchodzenia w dorosłość i zwiększonej dostępności do różnych form rozrywki, dla większości badanych studniówka dalej stanowi ważne, przełomowe wydarzenie (71%). Niezależnie od tego czy pytamy kogoś z pokolenia naszych rodziców, czy osobę, którą stosunkowo niedawno przystąpiła do matury to zgodność faktów i opinii odnośnie tego wydarzenia jest zadziwiająco wysoka – mówi Przemysław Kasza z działu badań Provident Polska. Zarówno badani należący do pokolenia X (obecni 31-45 latkowie) jak i osoby w wieku powyżej 45 lat w ponad 40% oceniają, że udział w studniówce był bardzo ważnym momentem w ich życiu. Co dziesiąta para zostaje małżeństwem Ponad 30% badanych przyznaje, że utrzymuje bliski kontakt ze swoim studniówkowym partnerem. Natomiast niezależnie od wieku blisko 10% respondentów deklaruje, że swojego partnera wybrało na przyszłego małżonka. Najczęściej do podtrzymywania więzi ze swoim partnerem z balu przyznają się mieszkańcy miast pow. 50 tys. mieszkańców (69%). Wraz z wiekiem zmieniamy otoczenie i szukając stabilizacji, skupiamy się na aktualnych, najbliższych relacjach. Te z młodości pozostają często tylko miłym wspomnieniem – komentuje Przemysław Kasza z działu badań Provident Polska. Pierwsza ważna impreza Niezależnie od wieku i płci dla blisko 60% badanych Studniówka była pierwszym uroczystym balem, na którym spędzili całą noc. 33% mężczyzn przyznaje, że wtedy po raz pierwszy spróbowało alkoholu, w przypadku kobiet odsetek ten wynosi prawie 23%. Dla 8% respondentów była to możliwość przedstawienia swojego partnera rodzicom. Studniówka to również pierwsze spotkanie z dorosłymi, finansowymi przyjemnościami. Blisko 42% kobiet przyznaje, że wtedy po raz pierwszy odwiedziła kosmetyczkę. Dla blisko połowy mężczyzn (52%) była to okazja do kupienia pierwszego, dobrze skrojonego garnituru. Studniówka jest wydarzeniem potwierdzającym nasze wejście w dorosłość, dlatego to wtedy próbujemy nowych rzeczy. Przyjemności dotąd zarezerwowane dla naszych rodziców, stają się dla nas bardziej przystępne – stwierdza Przemysław Kasza. Pułapka finansowa Niezależnie od wieku blisko 15% badanych uważa, że studniówka jest wydarzeniem, przy którym należy uważać na koszty. Do większych wydatków najbardziej skłonni są młodzi (59%). Gdyby jednak można było zredukować koszty, blisko 60% zdecydowałoby się na taki krok. Studniówka to przede wszystkim wydarzenie towarzyskie, dlatego chcemy jak najlepiej się zaprezentować przed naszymi rówieśnikami. Warto jednak z rozsądkiem podchodzić do mnożących się wydatków i pamiętać, że to nie ostatnia impreza w naszym życiu – podsumowuje Przemysław Kasza. O Barometrze Providenta „Barometr Providenta” to cykliczne badanie klientów, które pozwala na lepsze zrozumienie zachowań i decyzji finansowych Polaków. Provident obsługuje aktualnie ponad 853 tysięcy klientów w całej Polsce, dzięki czemu wyniki badania pokazują prawidłowości i zachowania, które są charakterystyczne dla Polaków o średnich i niższych dochodach. * Badanie zrealizował PBS w dniach 16-18.01.2015 r. na ogólnopolskiej próbie n=1000 Polaków w wieku 15+. Odpowiadający: maturzyści, którzy brali udział w studniówce. dostarczył infoWire.pl

Publication date:
Wiadomości branżowe

W Polsce przybywa urodzeń, ale ubywa ludności

W 2014 r. odnotowano spadek ludności Polski o mniej więcej 12 tys. Obecnie jest nas 38 mln 484 tys. 52% populacji stanowią kobiety – na 100 mężczyzn przypada 107 pań. Nie są to jedyne dane demograficzne zebrane przez Główny Urząd Statystyczny (GUS). Pod względem liczby ludności Polska zajmuje 33. miejsce na świecie. Jest nas coraz mniej, bo nadal mamy ujemne saldo migracji – w 2014 r. wyjechało 15 tys. Polaków. „Ubiegły rok był jednak pierwszym od wielu lat, w którym odnotowano dodatni przyrost naturalny. Liczba urodzeń była wyższa od liczby zgonów o prawie 4 tys.” – mówi serwisowi infoWire.pl Artur Satora, rzecznik prasowy GUS. „Niestety jest nas nadal za mało. 100 kobiet rodzi obecnie 126 dzieci. Aby osiągnąć poziom zastępowalności pokoleń, każda z pań powinna urodzić co najmniej dwoje” – zaznacza rozmówca. Współczynnik przyrostu naturalnego jest zdecydowanie wyższy na wsi. Mieszkańców przybyło w czterech województwach: mazowieckim, pomorskim, małopolskim i wielkopolskim. Najbardziej ubyło z kolei w świętokrzyskim, lubelskim, opolskim i łódzkim. GUS odnotował wzrost liczby zawieranych małżeństw, przy czym podniósł się średni wiek nowożeńców (mężczyźni – 29 lat, kobiety – 27). W 2014 r. według wstępnych danych rozwiodło się ok. 66 tys. par. Przeżyły one ze sobą średnio ok. 14 lat. W ubiegłym roku zmarło ponad 372 tys. osób – ponad 15 tys. mniej niż w roku wcześniejszym. „Głównymi przyczynami zgonów (więcej niż 70%) są choroby układu krążenia i choroby nowotworowe” – wyjaśnia Artur Satora. Przeciętna kobieta żyje 81 lat, a mężczyzna – 73. Prognozy demograficzne dla Polski nie są optymistyczne. Szacuje się, że w 2035 r. będzie nas 2 mln mniej niż obecnie, a w 2050 – już 4 mln mniej niż dziś. Na 50 osób w wieku produktywnym będzie przypadać wtedy 100 emerytów. dostarczył infoWire.pl

Publication date:
Wiadomości branżowe

Zima ? najtrudniejszy czas dla kierowców

Nie da się ukryć, że poruszanie się samochodem w zimie to wyższa szkoła jazdy. Niska temperatura, ograniczona widoczność i śnieg sprawiają, że podróżuje się trudniej. Dlatego warto pamiętać o kilku zasadach. W technice jazdy bardzo ważna jest płynność. „Każdy gwałtowny ruch może spowodować utratę przyczepności i w konsekwencji wpadnięcie w poślizg” – wyjaśnia w rozmowie z serwisem infoWire.pl Jakub Bielak z Akademii Bezpiecznej Jazdy. Jednak sama technika jazdy to nie wszystko. „Zimą powinniśmy zmobilizować się, by wyjść wcześniej z domu, odśnieżyć dokładnie swój samochód, czyli stworzyć sobie dobre warunki do jazdy i dopiero wtedy wyruszyć” – uważa ekspert. O tej porze roku najtrudniej jest kierowcom, którzy przyzwyczajeni są do dynamicznej jazdy. Zima błyskawicznie weryfikuje nasze błędy. „Na co dzień nie jeździ się w poślizgach i zwykle powodują one zaskoczenie. Ludzie panikują w takich sytuacjach i często nie wiedzą, jak sobie poradzić” – mówi Jakub Bielak. W technice jazdy obowiązują oczywiście pewne wskazania. Na przykład, wchodząc w zakręt, zdejmujemy nogę z gazu, wychodząc – prostujemy kierownicę i przyspieszamy. Nie ma jednak generalnych zasad, które określałyby nasze zachowania. „Technika jazdy daje narzędzia. Natomiast ruch drogowy jest nieprzewidywalny, a każda sytuacja inna” – podkreśla rozmówca. W zimie bądźmy przede wszystkim spokojni i uważni. „Zachowujmy większą odległość między pojazdami, nie pozwólmy się zaskoczyć” – radzi ekspert. Zapamiętajmy, że jadąc wolniej, możemy dojechać dalej. dostarczył infoWire.pl

Publication date:
Wiadomości branżowe

Odśnieżaj samochód dokładnie, a unikniesz mandatu

Odśnieżasz auto przy włączonym silniku? Uważaj, bo zapłacisz mandat. Podobne konsekwencje mogą cię spotkać, jeśli jedziesz samochodem niedokładnie wyczyszczonym ze śniegu i lodu. Zima to dla kierowców prawdziwa udręka, szczególnie gdy za oknem pada śnieg, a temperatura spada poniżej zera. Wielu kierowców włącza silnik przed odśnieżaniem samochodu, by „nagrzał się on od środka”. W ten sposób łamiemy prawo. Po pierwsze przepisy zakazują pozostawiania auta z włączonym silnikiem na terenie zabudowanym, po drugie zabrania się używania samochodu, gdy praca silnika wiąże się z nadmierną emisją spalin lub nadmiernym hałasem – mówi serwisowi infoWire.pl Robert Koniuszy z Komendy Głównej Policji. „To nie są nowe przepisy. Takie prawo funkcjonuje od wielu lat. Wynika przede wszystkim z troski o środowisko i ekologię” – wyjaśnia funkcjonariusz. Policjanci nie mogą przechodzić obojętnie obok osób, które łamią prawo. Za odśnieżanie auta z włączonym silnikiem grozi mandat w wysokości od 20 do 500 zł. „Można też zastosować pouczenie i jedynie zwrócić uwagę na wykroczenie, którego dopuszcza się kierowca” – informuje przedstawiciel prawa. Od zapobiegania nadmiernej emisji spalin jeszcze ważniejsze jest dbanie o bezpieczeństwo i odpowiednie przygotowanie samochodu do jazdy. Do dokładnego odśnieżania auta zobowiązuje nas kodeks drogowy. „Pojazd powinien być tak utrzymany, by nie stwarzał zagrożenia nam oraz innym uczestnikom ruchu” – zaznacza Robert Koniuszy. Oczyszczenie szyb z lodu to podstawa. Ponadto powinniśmy pozbyć się śniegu z dachu, reflektorów i tablicy rejestracyjnej. Za nieprzestrzeganie tego przepisu także możemy otrzymać mandat w wysokości od 20 do 500 zł. dostarczył infoWire.pl

Publication date:
Wiadomości branżowe

Wzrost płatności polskimi kartami Visa o ponad jedną czwartą

  - Priorytet na rok 2015: dalsze wypieranie gotówki m.in. poprzez rozwój współpracy z detalistami i innowacyjne rozwiązania płatnicze - 13 banków zaangażowanych w prace nad rozwojem portfela V.me by Visa, a 9 banków w prace nad płatnościami mobilnymi Visa - Jedno na każde 6 euro wydane na konsumpcję w Europie jest już opłacane kartami Visa   W minionym roku sprawozdawczym Visa Europe (do końca września 2014 r.) system Visa odnotował w Polsce duże postępy w zakresie użytkowania kart Visa do płacenia i ograniczania w ten sposób roli nieefektywnej gotówki. W porównaniu z poprzednim okresem sprawozdawczym wartość płatności kartami Visa wydanymi przez polskie banki wzrosła o 17,3%, a ich liczba o 26,5%. Visa Europe przewiduje dalsze szybkie wypieranie gotówki w obecnym roku dzięki nasileniu działań zwiększających skalę transakcji bezgotówkowych, w tym zacieśnianiu współpracy z detalistami oraz szerokiemu wdrażaniu wspólnie z bankami członkowskimi innowacyjnych rozwiązań płatniczych. Prace nad rozwojem płatności mobilnych Visa prowadzi już 9 banków, a 13 pracuje nad dalszym rozwojem portfela elektronicznego V.me by Visa. W okresie 12 miesięcy do września 2014 r. liczba płatności dokonanych polskimi kartami Visa zbliżyła się do 1,1 mld. Wartość płatności kartami Visa wzrosła o 17,3%, osiągając równowartość 21,4 mld euro, a całkowita wartość transakcji (łącznie płatności i wypłaty z bankomatu) zwiększyła się o 8,9% do 66 mld euro. Szybko rozwijały się także płatności polskimi kartami Visa w handlu internetowym – ich łączna liczba osiągnęła 20,5 mln (wzrost o 32%), a wartość 959 mln euro (wzrost o 26,8%). „Jesteśmy zadowoleni z postępującego rozwoju płatności kartowych w Polsce. Mamy jednak świadomość, że banki – z którymi blisko współpracujemy – odnotowały duży spadek przychodów z tytułu opłat interchange. Dlatego coraz mocniej współdziałamy w zakresie rozwoju ich biznesu, wspólnie dostosowując się do nowej rzeczywistości m.in. poprzez działania przyśpieszające budowę skali obrotu bezgotówkowego, zarówno w sklepach „fizycznych”, jak i w internecie, takie jak rozwój sieci akceptacji, w tym wygodnych płatności zbliżeniowych, promocję używania kart w ich funkcji płatniczej i dostarczanie innowacyjnych produktów płatniczych dla klientów banków” – powiedziała Małgorzata O’Shaughnessy, dyrektor zarządzająca regionem Europy Środkowo-Wschodniej, Visa Europe. „Wysiłki podjęte wspólnie z bankami, agentami rozliczeniowymi i detalistami na rzecz zastąpienia nieefektywnej gotówki płatnościami kartą przynoszą zamierzony skutek. Transakcje bezgotówkowe stanowią już 67% wszystkich transakcji polskimi kartami Visa” – dodała Małgorzata O’Shaughnessy. Przykładem kampanii marketingowych oraz inicjatyw promocyjnych podejmowanych z największymi detalistami jest Promocja upominkowa, przeprowadzona w 2014 r. wspólnie z siecią stacji BP. Intensywne działania skierowane zostały także do osób dokonujących zakupów on-line – zrealizowano m.in. kampanię edukacyjną i dwie wspólne promocje z serwisem Allegro.  Istotne znaczenie dla wzrostu płatności kartami Visa w 2014 r. miała kontynuacja działań na rzecz rozwoju sieci akceptacji, wspieranych przez banki. W ramach Programu Małych Miast, który skupia się na małych miejscowościach i obszarach wiejskich, w ub. roku zainstalowano ponad 35 tys. terminali POS u przeszło 25 tys. detalistów. Niższe opłaty interchange skłoniły do rozpoczęcia akceptacji kart m.in. największą sieć detaliczną w kraju, Biedronkę. Obecnie łączna liczba terminali POS na polskim rynku osiągnęła 400 tys., z czego ponad 75% przyjmuje płatności zbliżeniowe – zarówno kartami, jak i mobilne. Ważną częścią strategii Visa jest wprowadzanie wspólnie z bankami członkowskimi innowacji. W 2014 r. tworzone były podwaliny pod masowe wdrożenia płatności mobilnych i portfela V.me by Visa. W grudniu ub. r. zostały udostępnione klientom mobilne płatności zbliżeniowe Visa wykorzystujące tzw. bezpieczny element na karcie SIM. Z kolei 9 banków pracuje nad udostępnieniem takich płatności opartych o chmurę i technologię Host Card Emulation. Portfel elektroniczny V.me by Visa od kwietnia 2014 r. jest oferowany przez ING Bank Śląski, a sieć akceptacji usługi obejmuje już detalistów odpowiedzialnych za niemal 45% obrotów w polskim e-handlu. Nad udostępnieniem rozwiązania pracuje już kolejnych 12 banków. Wszystkie banki zaangażowane w rozwój V.me by Visa odpowiadają łącznie za wydawnictwo ponad 85% kart Visa w Polsce. Wdrażanie w Polsce nowych, innowacyjnych usług jest możliwe dzięki sukcesywnie rozbudowywanej w ostatnich latach przez Visa bezpiecznej europejskiej platformie do przetwarzania danych transakcji dokonywanych kartami Visa zarówno w środowisku „fizycznym”, jak i w internecie. Ta platforma jest już efektywnie wykorzystywana przez polskie banki, m.in. do rozliczeń transakcji krajowych. W oparciu o tę platformę Visa Europe skutecznie, bezpiecznie i efektywnie kosztowo przetworzyła w ostatnim roku sprawozdawczym 950 mln płatności w Polsce. System ten funkcjonuje ze 100-procentową dostępnością w całej Europie nieprzerwanie od maja 2007 r. „W 2015 r. Visa Europe będzie kontynuować swoją strategię szybkiego rozwoju skali obrotu bezgotówkowego w Polsce oraz wdrażania i rozwijania innowacyjnych rozwiązań płatniczych. Na kolejny poziom przeniesiemy także naszą współpracę z detalistami. W połowie roku w Polsce uruchomiona zostanie platforma kontekstowych ofert powiązanych z kartami, która pozwoli dostarczać konsumentom – za ich zgodą – dedykowane, spersonalizowane oferty odpowiadające ich zachowaniom zakupowym” – zapowiada Małgorzata O’Shaughnessy. „Jestem przekonana, że obecny rok będzie bardzo dobry dla rozwoju płatności systemu Visa w kraju a Polska pozostanie jednym z najbardziej innowacyjnych rynków płatniczych w Europie” – podsumowuje szefowa regionu, którego centrala znajduje się w Warszawie.   Visa w Europie Prezes Visa Europe, Nicolas Huss, powiedział: „Żyjemy w bardzo interesujących z punktu widzenia płatności czasach, a rok bieżący zapowiada się jako okres ogromnych możliwości. Będziemy dalej zdobywać nowe obszary zajęte dotąd przez płatności gotówkowe, które wciąż jeszcze stanowią 70% ogółu transakcji płatniczych w Europie. Będziemy korzystać z wszechobecności technologii cyfrowych w naszym otoczeniu dla rozwoju rozwiązań płatniczych nowej generacji. I co najważniejsze, będziemy dalej polepszać jakość usług na rzecz detalistów i konsumentów, czyniąc płatności prostszymi, bardziej „inteligentnymi” i bezpiecznymi niż kiedykolwiek dotąd. Realizacja naszej wizji oparta jest na mocnych podstawach. Wyniki finansowe osiągnięte w 2014 r. — gdy przychody brutto wzrosły o 9% w skali roku — okazały się najlepsze w całej naszej historii. Dzięki temu możemy przysparzać niemałych korzyści naszym instytucjom członkowskim — bankom i dostawcom usług płatniczych — zarówno jako udziałowcom, jak i jako klientom naszej organizacji. Wyniki te dowodzą również, że nasza marka, skala działalności, zasięg, niezawodność i bezpieczeństwo to czynniki przyciągające najlepszych partnerów do współpracy na rzecz przekształcania sposobów dokonywania i otrzymywania płatności. Ogromne znaczenie ma dla nas współpraca z detalistami. Uważamy, że nadszedł już czas, żeby wyjść poza dyskusje o stawkach opłat w kierunku bardziej konstruktywnych działań. Nadchodzi czas regulacji opłat interchange, co według szacunków Komisji Europejskiej przyniesie europejskim detalistom oszczędności rzędu 6 mld euro. Visa Europe inwestuje w rozwój nowych rozwiązań płatniczych ponad 200 mln euro rocznie. Gdyby detaliści przeznaczyli na inwestycje jedynie niewielką cząstkę oszczędności z obniżki interchange, wówczas moglibyśmy wspólnie osiągnąć znaczący postęp w dostarczaniu klientom coraz bardziej pozytywnych doświadczeń zakupowych”. Jak wskazują wyniki za rok sprawozdawczy kończący się we wrześniu 2014 r., w Europie zostało wydanych ponad 500 mln kart Visa — czyli średnio jedna na każdego dorosłego mieszkańca — z czego ponad 100 mln to karty zbliżeniowe. Kartami Visa jest już opłacane jedno z każdych 6 euro wydawanych w Europie na konsumpcję. Płatności bezgotówkowe kartami Visa w punktach handlowo-usługowych przekroczyły wartość 1,5 bln euro (1 500 mld euro) — odnotowując wzrost o 9,4% w porównaniu z 2013 r. — przy liczbie transakcji na poziomie 37 mld. Całkowita wartość transakcji z użyciem kart Visa (obejmująca również wypłaty z bankomatów) przekracza już 2 bln euro. W handlu elektronicznym wydatki użytkowników kart Visa w całej Europie wzrosły o 17% do poziomu 280 mld euro. ----  dostarczył infoWire.pl

Publication date:
Wiadomości branżowe

1001 kawałków sushi – zdobądź szczyt Sushi Mountain z Grouponem

Rusza pierwsza edycja Festiwalu Sushi, promująca restauracje, w których można spróbować najświeższych i najsmaczniejszych zestawów w całej Polsce. Z tej okazji Groupon zaprasza wszystkich użytkowników do wzięcia udziału w akcji Sushi Mountain. Stawką w tej rozgrywce jest największy zestaw tej japońskiej potrawy w Polsce. Warszawa, 28 stycznia 2015 r. – Groupon już nie raz przekonał się o tym, jak bardzo Polakom smakuje sushi, dlatego z końcem lutego rusza akcja, w których jeden szczęśliwiec będzie mógł się zmierzyć z Sushi Mountain. Będzie to najdroższy i największy zestaw, jaki do tej pory powstał w Polsce. Sushi Mountain składa się z 1001 kawałów i będzie można go kupić za… 0 zł. Od 28 stycznia do 8 lutego na stronie Groupona każdy będzie mógł „kupić” Sushi Mountain zupełnie za darmo. Internauta, który zostanie 1001 klientem, otrzyma voucher na największy zestaw sushi w Polsce, który będzie do zrealizowania w jednej z najlepszych warszawskich restauracji – Izumi Sushi przy Placu Zbawiciela. Kto podejmie się wyzwania i zdobędzie szczyt największej góry sushi w Polsce? Pełna oferta Festiwalu Sushi Groupon dostępna na http://www.groupon.pl/occasion/festiwal-sushi.   Izumi Sushi Założyciel sieci warszawskich restauracji, Alon Than, posiada wieloletnie doświadczenie zdobyte w Japonii (m.in. klika lokali w Tokio) i jest uznawany za znawcę kuchni Azji Południowo-Wschodniej. Izumi Sushi proponuje autorską kuchnię, opierającą się na japońskim stylu łączonym ze światowym trendem fusion. Pierwszy lokal Alona – Restauracja Izumi na Placu Zbawiciela – już półtora roku po otwarciu mogła szczycić się mianem „Knajpy roku 2007” w plebiscycie Gazety Wyborczej. Natomiast Restauracja Izumi Biały Kamień, malowniczo zlokalizowana w gąszczu 100-letnich palm w mokotowskiej Palmiarni, zdobyła 1. miejsce w konkursie na najlepszą polską restaurację sushi podczas I Ogólnopolskiego Festiwalu Sushi (2010 r.). Izumi Sushi Izakaya to próba przeniesienia na polski grunt popularnej w Japonii tradycji pubów Isakaya.   dostarczył infoWire.pl

Publication date:
Wiadomości branżowe

Niedoczynność tarczycy? Zobacz, co jeść, żeby nie przytyć

Jeśli w ostatnim czasie nadmiernie wzrosła nasza waga, winy za to nie musi ponosić nieodpowiednie odżywianie, ale niedoczynność tarczycy. Dietetyk wyjaśnia, co powinniśmy w takim przypadku spożywać. „Zanim zrzucimy nasze kłopoty z tyciem na niedoczynność tarczycy, sprawdźmy, czy mamy inne objawy, jak wypadanie włosów, suchość skóry, senność, zmienność nastroju, stany depresyjne” – mówi serwisowi infoWire.pl dietetyk Barbara Kreft. Jeśli dostrzegamy te symptomy u siebie, powinniśmy udać się na badania, które wykażą, czy faktycznie jesteśmy chorzy. Osoby, u których stwierdzono niedoczynność tarczycy, muszą dostarczać organizmowi produkty bogate w jod, pierwiastek niezbędny do prawidłowej pracy gruczołu. Należy jeść dużo białka, zwłaszcza ryby tłuste. Nie bójmy się przyprawiać naszych potraw solą. Normalnie zaleca się używać jej tylko w małych ilościach, ale ponieważ jest bogata w jod, osoby z niedoczynnością tarczycy powinny spożywać ją częściej. Warto także pić dużo wody wzbogaconej tym pierwiastkiem, ale również – soki owocowe i warzywne, pełne witamin i składników mineralnych potrzebnych do funkcjonowania tarczycy. „Niestety nie mamy tak dużej liczby produktów roślinnych i zwierzęcych z dużą zawartością jodu, żeby uzupełniać go bez używania leków” – zauważa ekspertka. Chorzy powinni unikać natomiast wszystkiego tego, co zawiera siarkocyjany. Są to związki chemiczne, które wiążą jod i utrudniają jego przyswajanie przez tarczycę. Znajdują się one np. w brokułach, kapuście czy gorczycy, często dodawanej jako konserwant do wielu produktów proszkowanych. Wchłanianie jodu ogranicza również soja. Muszą pamiętać o tym zwłaszcza kobiety w okresie menopauzy, które zwykle często ją jedzą. dostarczył infoWire.pl

Publication date:
Wiadomości branżowe

Seniorze, chcesz mieć miejsce w DPS, oddaj majątek

Miejsce w domu pomocy społecznej (DPS) i opieka lekarska w zamian za majątek – rozwiązanie to od dawna funkcjonuje w Europie. Teraz małymi krokami zaczyna być wprowadzane w Polsce. Na razie na to, aby oddać gminie mieszkanie, decydują się nieliczni seniorzy z DPS, ale już niedługo może to być obowiązek. W ubiegłym roku w polskich domach opieki przebywało prawie 80 tys. osób. Koszty pobytu w tych miejscach opłacają seniorzy ze swoich świadczeń emerytalnych. Niestety, często są one niewystarczające i dołożyć musi gmina. W 2014 r. samorządy przeznaczyły na ten cel 896 mln zł. Rzecz w tym, że wielu seniorów jest właścicielami nieruchomości, które mogliby sprzedać i opłacić w ten sposób pobyt w DPS. „Nie może być tak, że zostawiam rodzinie cały swój majątek – często niewykorzystywany, bo jest traktowany jako kapitał na przyszłość lub stanowi element sporu – a państwo dopłaca do mojego pobytu w domu opieki. We wszystkich krajach Europy obowiązuje zasada, że dopóki mam jakiś majątek lub oszczędności, to za pobyt płacę sam” – mówi serwisowi infoWire.pl senator Mieczysław Augustyn. Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej szykuje zmiany. Samotni seniorzy, którzy nie mają możliwości finansowania swojego pobytu w DPS, ale są właścicielami domu lub mieszkania, będą musieli przekazać je na rzecz gminy. Samorząd sprzeda to, co otrzymał, a z zarobionych pieniędzy sfinansuje pobyt seniora w domu opieki. Jeśli emeryt nie będzie właścicielem domu lub mieszkania, ale będzie miał oszczędności, przed otrzymaniem miejsca w DPS będzie musiał przelać gminie 20 tys. zł. Nowe przepisy mają umożliwić też skuteczniejsze ściąganie należności od krewnych, którzy uchylają się od płacenia za opiekę nad seniorami. Na razie nie wiadomo, kiedy zmiany wejdą w życie. Pomysł wcielają już niektóre miasta w Polsce. Rozwiązanie to z sukcesami funkcjonuje w krajach Europy Zachodniej. „Senior może już zapłacić za pobyt w DPS z pieniędzy uzyskanych w ramach odwróconego kredytu hipotecznego” – zaznacza sanator Mieczysław Augustyn. „Tam, gdzie nie ma DPS, równie dobrze gmina może stworzyć zespół mieszkań chronionych dla osób starszych, z pielęgniarką, gabinetem lekarskim, dostępem do rehabilitacji, stołówką. Osoba w takim miejscu mogłaby mieć swój pokój, żyć samodzielnie, a co najważniejsze być wśród ludzi” – dodaje rozmówca. dostarczył infoWire.pl

Publication date:
Wiadomości branżowe

Wyjazdy Polaków na ferie ? czy znamy języki krajów do których jeździmy?

Chociaż zima w tym roku nas nie rozpieszcza, to sezon narciarski na stokach poza granicami Polski trwa już w najlepsze. Gdzie na zimowe szaleństwa najchętniej wybierają się Polacy? W większości pozostajemy wierni ojczystym górom, ale z roku na rok coraz więcej osób wybiera również zagraniczne stoki – głównie w Austrii i Włoszech. Zatem, czy tam, gdzie pojedziemy na ferie dogadamy się bez problemów? Statystyki pokazują, że od lat niezmiennie największą popularnością wśród zagranicznych kierunków cieszą się Włochy oraz Austria[1]. Włoskie Alpy kuszą przede wszystkim rodziny z dziećmi, oferując profesjonalną infrastrukturę narciarską oraz wiele udogodnień i tras dla najmłodszych. Dobrze przygotowane stoki i wyciągi oraz nocne życie austriackich kurortów, przyciągają młodych ludzi organizujących wyjazdy w gronie znajomych. Ale czy decydując się na takie wyjazdy znamy język danego kraju? Z niemieckim za pan brat? Według danych GUS co piąty Polak uczy się języka niemieckiego. Niegdyś lingua franca Europy Środkowej, Wschodniej i Północnej, obecnie jest jednym z języków urzędowych Unii Europejskiej oraz jednym z języków roboczych Komisji Europejskiej. Choć w Polsce uważany raczej za język twardy, niemelodyjny i trudny do opanowania to trudno zaprzeczyć, że jego znajomość niesie wiele profitów. Jest on najczęściej używanym językiem ojczystym w Unii Europejskiej oraz językiem urzędowym aż 5 państw w Europie. Na co dzień posługuje się nim blisko 100 mln ludzi. Włoskie la dolce vita Niewiele ponad 1% mieszkańców naszego kraju zna natomiast włoski[2]. Język należący do grupy języków romańskich, charakteryzuje się intuicyjną wymową i łatwą gramatyką. Ponad 60 mln ludzi posługuje się tym językiem, a pod względem liczby użytkowników zajmuje on 23 miejsce na świecie. Poza Włochami jest językiem urzędowym również w San Marino, Watykanie, Szwajcarii oraz na Istrii, należącej do Chorwacji i Słowenii. Włoski, na pozór zupełne przeciwieństwo niemieckiego, jest językiem bardzo melodyjnym i miłym dla ucha. Choć nadal mało popularny w Polsce znalazł już swoich miłośników. Dzięki znajomości tego języka można zgłębić niezwykle bogatą kulturę Włoch oraz lepiej zrozumieć włoski styl życia. Zdążyć z nauką przed wyjazdem Dlatego niezależnie od kierunku, który wybierzemy na nasze zimowe szaleństwo, warto pomyśleć nad opanowaniem, przynajmniej w stopniu podstawowym, rodzimego języka kraju do którego jedziemy. Nie tylko ułatwi nam to organizację wyjazdu, ale pozwoli lepiej poznać kulturę i zwyczaje danego regionu. Jeśli nauka nowego języka kojarzy nam się z wieloma godzinami spędzonymi nad książkami to czas obalić ten mit!  Bazując na odkryciach związanych z nauką w stanie relaksu, jesteśmy w stanie opanować już 1 000 słów i zwrotów języka obcego w zaledwie 7 dni, poświęcając na naukę 6 godzin dziennie. Wystarczy, że skorzystamy z urządzenia SITA.  Dodatkowo relaks wykorzystywany w nauce metodą SITA to również świetny sposób na odprężenie i zwolnienie tempa przed planowanym wyjazdem. – Metoda SITA skupia się przede wszystkim na podnoszeniu kompetencji porozumiewania się. Wybierając właśnie ten sposób nauki nie tylko zyskamy na czasie, ale będziemy mogli wykorzystać nabyte umiejętności oraz poznane słownictwo w praktyce, już podczas najbliższego wyjazdu na ferie – wyjaśnia Iwona Kowalewski, językoznawca i specjalista w dziedzinie nowoczesnych metod edukacji SITA. Zatem warto spróbować już teraz i jeszcze tej zimy cieszyć się znajomością podstawowych zwrotów po włosku lub niemiecku! Więcej o metodzie SITA na www.sita.pl   [1] Dane portalu Travelplanet.pl za rok 2013. [2] Badanie przeprowadzone w 2012 roku przez CBOS. dostarczył infoWire.pl

Publication date:
Wiadomości branżowe

Noworoczne postanowienia z TEEKANNE

Statystyki są nieubłagalne: tyjemy. Siedzący tryb pracy, powszechność gotowych dań i wieczny pośpiech nie sprzyjają naszemu samopoczuciu. Złe nawyki żywieniowe i brak aktywności fizycznej skutkują nadmiernymi kilogramami, których zrzucenie wymaga wielu poświęceń. Pierwszym krokiem do szczuplejszej sylwetki jest oczyszczenie organizmu. Początki mogą być łatwiejsze dzięki nowemu, trzytygodniowemu planowi detoksykacji, opracowanemu przez eksperta ds. odżywiania TEEKANNE. Według wyników badań CBOS opublikowanych w raporcie „Nawyki żywieniowe Polaków” aż 33% ankietowanych przyznaje się do nadmiernego spożywania słodyczy, 27% pije za dużo kawy. Na liście niezdrowych, przyjmowanych w zbyt dużych ilościach produktów znalazły się także słodkie napoje (17%). Ponad 70% ankietowanych przegryza między posiłkami chipsy, słodycze, a prawie połowa sięga po gotowe dania. Takie nawyki żywieniowe mają destrukcyjny wpływ na funkcjonowanie naszego organizmu. Początek roku to czas, gdy wiele osób postanawia zmienić swój tryb życia na zdrowszy. Dlatego postanowiliśmy stworzyć we współpracy z dr med. Christianem Matthai specjalny, trzytygodniowy plan detoksykacji, będący wsparciem dla będących na diecie osób. Program został oparty o herbatki z linii Harmony for Body&Soul i zakłada wypijanie w kolejnych tygodniach trzech filiżanek herbatek Fit&Slim, Detox&Slim i Purify&Slim dziennie. Przygotowaliśmy także propozycję prostych do przygotowania potraw, które mogą spożywać osoby chcące poprawić swoje samopoczucie. – mówi Maciej Rymski, National Sales Manager firmy TEEKANNE Polska. Program oczyszczania organizmu wraz z cennymi wskazówkami eksperta TEEKANNE dostępny jest na stronie http://www.teekanne.pl/nht_detox.php dostarczył infoWire.pl

Publication date:
Wiadomości branżowe

Męski sekret ? wydatki na przyjemności

Warszawa, 26 stycznia 2015 r. – Po sylwestrowych fajerwerkach nadszedł czas na szarą i ponurą zimę. Wiele osób stara się poprawić sobie nastrój, sprawiając sobie jakąś małą przyjemność. Drugi rok z rzędu MasterCard bada te tendencje, przeprowadzając badanie MasterCard Treat Index. Dowodzi ono, iż z roku na rok jesteśmy bardziej skłonni wydawać pieniądze na przyjemności poprawiające nastrój: 42% respondentów przyznało, że kupuje sobie coś dla poprawy humoru. Dla porównania, w ubiegłym roku odsetek ten był niższy i wynosił 33%. Choć dla większości respondentów cena takich przyjemności nie ma znaczenia, okazuje się, że większe kwoty wydają na nie mężczyźni. Z badania MasterCard, przeprowadzonego z udziałem 15 000 respondentów z 17 krajach, w tym z Polski, wynika, że przedstawiciele obydwu płci przywiązują coraz większą wagę do sprawiania sobie przyjemności. Jednak, wbrew stereotypowym opiniom, to mężczyźni są bardziej rozrzutni niż kobiety. Kwotę ponad 100 euro wydał na poprawę nastroju blisko jeden na pięciu badanych mężczyzn (18%), natomiast, w przypadku kobiet, odsetek ten wynosi 8%. Zatem to mężczyźni są ponad dwa razy bardziej skłonni do tego, by wydawać pieniądze na to, co sprawia im frajdę. Choć wydawanie większych sum łatwiej przychodzi mężczyznom, to kobiety mają większą świadomość tego, że fundowanie sobie przyjemności to dobry sposób na poprawę nastroju. Do tej wiedzy przyznała się jedna trzecia respondentów płci męskiej (33%) i ponad połowa respondentek (51%). Dowodzi to, iż większą radość z kupowania sobie drobnych upominków czerpią kobiety, choć wydają na nie mniej. W rankingu europejskim przoduje Turcja - aż 67% badanych Turczynek w ten sposób poprawia sobie humor. Tam odnotowano również najwyższy odsetek respondentów płci męskiej, którzy w ten sposób radzą sobie z gorszym nastrojem: potwierdziła to ponad połowa badanych mężczyzn (51%) . Co ciekawe, sprawianie sobie drobnych przyjemności u większości respondentów nie wywołuje poczucia winy (58%). Większość konsumentów jest bowiem przekonana, że przyjemności stanowią ich podstawowe prawo. Jeśli jednak poczucie winy się pojawia, to częściej odczuwaja je kobiety. Największe skrupuły z tego powodu mają w Europie Szwedki - ponad 1/4 respondentek w tym kraju przyznała się do poczucia winy wynikającego ze sprawiania sobie drobnych przyjemności na poprawę nastroju (w przypadku badanych mężczyzn, odsetek ten wyniósł 16%). Z badań wynika, że mężczyźni poprawiają sobie nastrój wydając pieniądze równie często, co kobiety, a większość czyni to częściej niż raz w miesiącu (18% mężczyzn i 17% kobiet). W przypadku mężczyzn jednak większą radość sprawia im przeznaczanie wyższych kwot na ten cel: 24% mężczyzn w porównaniu z 13% kobiet woli wydawać pieniądze na kosztowniejsze przyjemności, takie jak urlop, rozrywki czy gadżety technologiczne. Kobietom z kolei nastrój poprawiają mniej kosztowne przyjemności, takie jak wizyta u kosmetyczki, zakup kosmetyków, magazynów, czy słodyczy.  Wyniki badania pokazują, że mężczyźni chętniej wydają na przyjemności poprawiające im nastrój szczególnie w weekendy: zachowuje się tak 18% badanych mężczyzn, natomiast w przypadku kobiet odsetek ten jest niższy - 13%. Świadczy to o tym, że mężczyznom przyjemności kojarzą się z czasem wolnym od pracy i chcą z niego skorzystać maksymalnie, podczas gdy kobiety traktują przyjemności jako sposób na to, by umilić sobie codzienną monotonię. Badanie MasterCard Treat Index stanowi też źródło informacji na temat tego, jak sposoby uprzyjemniania sobie życia różnią się w zależności od kraju zamieszkania oraz grupy wiekowej: Poczucie winy z powodu sprawiania sobie przyjemności w największym stopniu odczuwają Szwedzi (21%), natomiast wśród Turków (8%) i Rosjan (9%) zaobserwować można tendencję odwrotną. Najczęściej, bo przynajmniej raz w miesiącu, jakieś przyjemności sprawiają sobie Turcy (71%), natomiast Czesi (27%) okazali się najbardziej powściągliwi w tym względzie. Osoby urodzone w latach 1980-1995 (tzw. pokolenie Millenialsów) są blisko dwukrotnie bardziej skłonne fundować sobie coś na poprawę nastroju niż osoby urodzone w latach 1946-1964 (60% a 34%). Przedstawiciele pokolenia Millennialsów są ponad dwa razy bardziej skłonni fundować sobie przyjemności w weekendy (21%), po ciężkim dniu w pracy (20%) lub też w dniu wypłaty (25%) w porównaniu z pokoleniem wyżu demograficznego lat 1946-1964 (odpowiednio: 14%, 7% i 14%). dostarczył infoWire.pl

Publication date:
Wiadomości branżowe

Oświadczenie woli ? czy jest wiążące?

26 stycznia przypada Dzień Transplantacji. Często powraca wtedy pytanie, czy wypełnione oświadczanie woli, w którym wyrażamy zgodę, by po śmierci nasze narządy i tkanki były wykorzystane do przeszczepów, ma moc prawną. Oświadczenie woli to niewielki dokument, który zazwyczaj nosi się w portfelu. Jak się okazuje, jest on niewiążący prawnie i może jedynie ułatwić rodzinie podjęcie decyzji w sytuacji, gdy nie wie, czy zmarły chciał zostać dawcą. „W Polsce można do przeszczepów pobrać komórki, tkanki lub narządy od zmarłego, jeśli osoba taka za życia nie wyraziła sprzeciwu. Jeżeli ktoś nie wyraża zgody, by po śmierci zostać dawcą, powinien to zgłosić w Centralnym Rejestrze Sprzeciwów” – mówi serwisowi infoWire.pl prof. Roman Danielewicz, dyrektor Centrum Organizacyjno-Koordynacyjnego ds. Transplantacji „Poltransplant”. Równoważne znaczenie mają oświadczenie podpisane przez daną osobę oraz deklaracja ustna potwierdzona przez co najmniej dwóch świadków. „W każdym przypadku musimy sprawdzić, czy dana osoba nie wyrażała sprzeciwu, i wykluczyć wszystkie trzy możliwości jego zgłoszenia” – zaznacza profesor. Inaczej – z prawnego punktu widzenia – wygląda pobieranie narządów od osób żywych. W takich przypadkach zgoda musi zostać wyrażona wprost. Dodatkowo trzeba zadeklarować, której konkretnej osobie zostanie przeszczepiony dany narząd. „W Polsce prawnie przyjęto, że dawcą żywym może zostać osoba spokrewniona z biorcą narządu lub taka, która ma szczególne względy osobiste wobec biorcy” – wyjaśnia ekspert. Chodzi tu np. o przyjaciół. W Polsce rzadko wykonuje się przeszczepy od osób żywych, mimo że mają one dużo większą szansę na przyjęcie. „Takie przeszczepy dłużej przeżywają i funkcjonują lepiej” – mówi prof. Roman Danielewicz. To, że nie są jeszcze tak rozpowszechnione, wynika z braku wiedzy osób, które mogłyby być dawcami. Dlatego organizowane są liczne akcje edukacyjne mające doprowadzić do poprawy tej sytuacji. dostarczył infoWire.pl

Publication date:
Wiadomości branżowe

Twój pupil pogryzł sąsiadowi meble? ERGO Hestia radzi: OC w życiu prywatnym uchroni Cię przed kosztami

Według wyników sondażu TNS Polska[1], prawie połowa badanych Polaków posiada w swoim domu zwierzę. Niestety wielu właścicieli nie zdaje sobie sprawy z tego, że to odpowiedzialność nie tylko za zdrowie pupila, ale także za szkody przez niego wyrządzone. Nierzadko są to szkody bardzo kosztowne.   Wyobraź sobie, że Twój pies pogryzł sąsiada albo zniszczył mu meble. Jako właściciel zwierzęcia zgodnie z kodeksem cywilnym odpowiadasz za następstwa tego zdarzenia. W artykule 431 § 1 znajdziemy informację, że osoba posiadająca zwierzę jest zobowiązana do naprawienia wyrządzonej przez nie szkody. Nie ma znaczenia czy zwierzę było w danym momencie pod opieką właściciela, czy też np. uciekło z domu. Tego typu szkoda to spore wydatki. O ile pogryzione buty to koszt rzędu kilkudziesięciu do kilkuset złotych, o tyle pogryzienie np. dziecka to koszty leczenia, leków, rehabilitacji, czyli nierzadko kilka lub nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych. Czy właściciel zawsze odpowiada za szkodę? Odpowiedzialność za szkody wyrządzone przez zwierzęta hodowlane oparta jest na tzw. zasadzie domniemania winy w nadzorze. W teorii możliwe jest uwolnienie się od odpowiedzialności, ale praktyka pokazuje, że jest to niezwykle trudne. Najbardziej możliwa sytuacja, która pozwoliłaby na ewentualne przeniesienie odpowiedzialności to taka w której pies w momencie zdarzenia pozostawał pod opieką innej osoby np. właściciel wyjechał na wakacje i przekazał na ten czas psa rodzicom. W kwestii ustalania winy warto wyszczególnić dwa typy szkód: - wyrządzone w następstwie tzw. „własnego popędu” zwierzęcia, czyli w wyniku samoistnego, niezależnego od człowieka zachowania np. zwierzę uciekło z domu i pogryzło przechodnia, - powstałe w sytuacji gdy zwierzę było „narzędziem” w ręku człowieka np. koń prowadzony w zaprzęgu. To ważne ze względu na to, że w każdym przypadku odpowiedzialność kształtuje się nieco inaczej. Za pierwszy typ szkód odpowiada właściciel chyba, że uwolni się od odpowiedzialności o czym wspominaliśmy wcześniej. Za drugi typ natomiast odpowiada człowiek, który zwierzęciem w danym momencie się posługiwał. Na czym polegają najczęściej zgłaszane szkody? Wachlarz zdarzeń zgłaszanych do naszego Towarzystwa z tytułu posiadania zwierząt jest bardzo szeroki. Począwszy od szkód polegających na poszarpaniu nogawki spodni czy też butów sąsiada, przez pogryzione meble, kable, aż do zdarzeń poważnych takich jak kolizje samochodów ze zwierzętami przebiegającymi przez jezdnię, czy pogryzienia. W przypadku szkód osobowych kwoty przyznawanego zadośćuczynienia nierzadko wahają się w granicach od kilku do kilkunastu tysięcy złotych – wskazuje Jakub Niciejewski – Główny Specjalista w Biurze Likwidacji Szkód ERGO Hestii. Mówiąc o zwierzętach domowych największą sympatią wśród Polaków cieszą się psy (koty znajdują się na drugim miejscu). Ze względu na naturę psów, zależnie od rasy, ryzyko powstania szkody jest duże. Mając te świadomość warto zabezpieczyć się przed ewentualnymi roszczeniami osób trzecich, wykupując stosowną polisę odpowiedzialności cywilnej. Jak mądrze dobrać ochronę? Mamy do dyspozycji dwa rozwiązania – wykupienie produktu dedykowanego posiadaczom zwierząt lub polisy OC w życiu prywatnym. Ważne, aby każdorazowo przed wykupieniem polisy zapoznać się z Ogólnymi Warunkami Ubezpieczenia. Szczególną uwagę powinniśmy zwrócić na listę wyłączeń. Po ich lekturze może okazać się, że dane ubezpieczenie nie będzie dla nas odpowiednie. Duża część polis OC w życiu prywatnym zawiera wykaz ras psów uważanych za agresywne, za które Towarzystwa Ubezpieczeń nie ponoszą odpowiedzialności. Idealne rozwiązanie powinno zapewniać: - szeroki zakres ochrony, - minimalną ilość wyłączeń, - obejmować w miarę możliwości wszystkie czynności życia prywatnego, a nie tylko ich część. Ergo Hestia w swojej ofercie posiada ubezpieczenie OC w życiu prywatnym, które spełnia opisane wymogi. Znajdziemy je w pakiecie ERGO 7. Odpowiedzialność polisowa występuje m.in. w przypadku szkód wyrządzonych przez zwierzęta zwyczajowo hodowane przez człowieka i utrzymywane w warunkach domowych lub przydomowych. Do tej grupy zaliczają się również konie (z wyjątkiem zwierząt hodowanych w celach handlowych lub gospodarczych).   [1] Dane statystyczne pochodzą z raportu TNS Polska „Zwierzęta w polskich domach” opublikowanego 3.11.2014 r. dostarczył infoWire.pl

Publication date:
Wiadomości branżowe

Dlaczego polscy kierowcy są na bakier z kulturą na drodze?

Kultura na drodze to nie tylko sposób zachowywania się poszczególnych kierowców. To również metody oznakowywania dróg, ustawianie fotoradarów, troska o bezpieczeństwo, a także dbałość o ekologię. Jak w tej kwestii prezentuje się Polska? Nie od dziś wiadomo, że Polakom daleko do doskonałości, jeśli chodzi o zachowywanie kultury na drodze. Wyprzedzanie na trzeciego, wymuszanie pierwszeństwa, trąbienie, wyzywanie innych uczestników ruchu drogowego – to chyba najczęstsze grzechy kierowców. Wpływ na to w dużej mierze ma infrastruktura. Niemałym problemem są znaki drogowe. „Są one ustawiane bardzo gęsto i jest ich tak dużo, że jadąc samochodem przez miasto z prędkością 50 km/h, nie jesteśmy w stanie odczytać informacji na nich zawartych” – podkreśla w rozmowie z serwisem infoWire.pl Jakub Bielak z Akademii Bezpiecznej Jazdy. Nic dziwnego, że je ignorujemy. Kolejnym zagadnieniem są fotoradary. „Kwestia ustawiania ich w odpowiednich miejscach, jak również egzekwowanie prawa (karanie kierowców), ciągle budzą kontrowersje” – uważa Jakub Bielak. Podstawową funkcją fotoradarów jest obniżenie prędkości kierowcy w konkretnym miejscu, które uznawane jest za niebezpieczne. „Jednak czy te urządzenia ustawiane są rzeczywiście tam, gdzie zagrożenie jest największe? Niestety nie zawsze. W rzeczywistości fotoradary to często »narzędzia fiskalizacji kierowców«” – dodaje ekspert. Problemem jest też funkcjonowanie niektórych przepisów, np. możliwość karania za odśnieżanie samochodu przy włączonym silniku. „Moim zdaniem to słuszny przepis, ale powinien dotyczyć krajów, w których osoby myślą w sposób ekologiczny” – twierdzi Jakub Bielak. Zdaniem rozmówcy samochód powinno się najpierw odśnieżyć, a dopiero potem włączyć silnik i odjechać. Warto pamiętać, że auto rozgrzewa się zdecydowanie szybciej, gdy jest w ruchu. Wydaje się, że wciąż brakuje jednej, centralnej instytucji, która sprawowałaby kontrolę nad drogową infrastrukturą. Są miasta, gdzie wszytko wygląda wzorowo, ale są też miejsca, w których absurdalne rozwiązania spotykamy na każdym kroku. Niestety, żeby wyeliminować złe rozwiązania, potrzeba czasu i trudno wymagać, żeby kultura na drodze zmieniła się z dnia na dzień. dostarczył infoWire.pl