Publication date:
Wiadomości branżowe

Poznaj nowy wymiar liftingu twarzy

Idealnie gładka, świeżo wyglądająca skóra twarzy bez śladów zmarszczek jest marzeniem każdej kobiety. Od niedawna na rynku dostępny jest nieinwazyjny zabieg pomagający zatrzymać tykający zegar. Laserowy EndoLifting® twarzy Fotona 4D niweluje oznaki starzenia skóry bez użycia skalpela! Innowacyjny zabieg wykonasz w Klinice VESUNA w Krakowie. Czterowymiarowa odnowa skóry twarzy Sekret zabiegu Fotona 4D polega na synergicznym połączeniu 4 procedur: EndoLifting®, FRAC3®, PIANO® oraz SupErfacialTM i 2 długości fal Fotona: Er:YAG i Nd:YAG  w jedną, nieinwazyjną terapię. Innowacyjne połączenie różnych trybów lasera pozwala na penetrację na całej grubości skóry. Laserowy EndoLifting® nie wymaga znieczulenia, a zastosowana technologia pozwala na wykonywanie zabiegów prawie przez cały rok. Wygładzenie od środka EndoLifting® Fotona 4D wykonywany jest zarówno na powierzchni skóry twarzy, jak i wewnątrz jamy ustnej. To właśnie wewnątrzustna stymulacja wykonywana z wykorzystaniem EndoLifting® wywołuje efekt przebudowy, wypełniając bruzdy nosowo-wargowe. Nowa technologia umożliwia pełną odbudowę kolagenu oraz pozwala osiągnąć trwałe ujędrnienie i zwiększenie objętości skóry twarzy. Zapomnij o skalpelu Bardzo dobre efekty endoliftingu Fotona 4D sprawiają, że zabieg ten może z powodzeniem zastąpić stosowane dotychczas inwazyjne terapie. Zadowolenie pacjentów potęguje fakt, że rezultaty widoczne są już po pierwszym zabiegu. W chwili obecnej jest to jedna z najskuteczniejszych metod walki z upływającym czasem. - mówi dr Agnieszka Drożniak z krakowskiej Kliniki Medycyny Estetycznej i Laseroterapii VESUNA, która jako pierwsza placówka w kraju wprowadziła zabieg do swojej oferty. Pionierski EndoLifting® Fotona 4D to zabieg przenoszący pacjentów w zupełnie nowy wymiar usług medycznych. Walka z oznakami starzenia się jeszcze nigdy nie była tak prosta i skuteczna! dostarczył infoWire.pl

Publication date:
Wiadomości branżowe

Coraz mniej korzystamy ze zwolnień lekarskich

106 mln dni – tyle czasu w ubiegłym roku spędzili Polacy na zwolnieniach lekarskich. Dobra wiadomość jest taka, że to o prawie 5% mniej niż w roku 2013. Nieobecności te kosztowały pracodawców ponad 24 mld zł. Najwyższy odsetek osób korzystających z L4 notuje się w rejonach, w których jest najwięcej pracowników oraz dużych przedsiębiorstw. W statystykach przoduje województwo śląskie – ponad 12,8% zatrudnionych było na zwolnieniach lekarskich. Kolejne w rankingu jest mazowieckie (12,5%), a tuż za nim plasują się wielkopolskie (10,4%) oraz łódzkie (8,5%). Najczęściej na zwolnienia idą pracownicy przemysłu, handlu i administracji publicznej. Najrzadziej – pracownicy oświaty i służby zdrowia. Można zauważyć, że niechętnie korzystamy z krótkoterminowych L4. „Polacy coraz bardziej szanują pracę i dojrzewają jako społeczeństwo pracownicze” – mówi serwisowi infoWire.pl Krzysztof Inglot z Work Service. Jednak nadal widać, że zwolnienia lekarskie są nadużywane, co dziwi, biorąc pod uwagę to, że dni chorobowe nie są w pełni płatne. Duża liczba wykorzystanych pojedynczych dni chorobowych nie jest mile widziana przez pracodawców – może oznaczać poważne problemy zdrowotne lub trudności komunikacyjne z otoczeniem, z powodu których nie chcemy być w pracy. W razie potrzeby, zamiast oszukiwać i brać fałszywe L4, lepiej porozmawiać z przełożonym i skorzystać z należącego się nam urlopu. dostarczył infoWire.pl

Publication date:
Wiadomości branżowe

Kierowco TIR-a, śpisz w kabinie pojazdu? Dostaniesz pieniądze

Kierowca samochodu ciężarowego może spać w jego kabinie, ale musi mieć zapłacony ryczałt z powodu niezapewnienia przez pracodawcę noclegu – orzeczenie Sądu Najwyższego wywołało burzę wśród właścicieli przedsiębiorstw transportowych. Dotychczas udostępnienie kabiny wyposażonej w miejsce do spania, a więc zapewnienie bezpłatnego noclegu, zwalniało pracodawcę z obowiązku wypłaty ryczałtu. Jednak Sąd Najwyższy uznał, że leżanka w samochodzie to nie łóżko. Firmy transportowe muszą zadbać o noclegi w hotelach dla wszystkich swoich kierowców jeżdżących na trasach międzynarodowych. Jeśli tego nie zrobią, pracownik ma prawo domagać się pieniędzy. Wyrok spowodował, że kierowcy mogą domagać się wypłaty zaległych ryczałtów z tytułu spędzania nocy w kabinie pojazdu za okres trzech ostatnich lat. „Wysokość takiego roszczenia to przeciętnie 50 tys. zł dla kierowcy, a łączna wartość potencjalnych świadczeń może wynosić nawet 2 mld zł” – mówi serwisowi infoWire.pl Paweł Trębicki ze stowarzyszenia pracodawców Transport i Logistyka Polska. Konieczność wypłaty ryczałtów może doprowadzić do upadłości wielu przedsiębiorstw transportowych. A to wiąże się z likwidacją setek tysięcy miejsc pracy. Firmy, którym uda się przetrwać kryzys, będą zmuszone zgodnie z ustawą zmienić system wynagrodzeń. W konsekwencji kierowcy będą zarabiać mniej – dodaje ekspert. Konieczne jest wypracowanie nowych rozwiązań legislacyjnych. „Traktowanie pracy kierowcy TIR-a jako podróży służbowej nie odpowiada jej specyfice. Co więcej, przepisy nie mogą gwarantować, że kierowca będzie otrzymywał ryczałt jako stały dodatek do pracy, niezależnie od tego, czy poniósł wydatki związane z noclegiem, czy też nie. Jest to sprzeczne z Kodeksem pracy” – zaznacza Maciej Wroński, przewodniczący Transportu i Logistyki Polskiej. dostarczył infoWire.pl

Publication date:
Wiadomości branżowe

Praca ważniejsza niż zdrowie?

Mimo złego samopoczucia nie opuszczasz żadnego dnia w pracy? Z wysoką gorączką oraz katarem realizujesz kolejne przedsięwzięcia i nie dajesz sobie czasu na wyzdrowienie? Być może chorujesz nie tylko na grypę, lecz także prezenteizm. To choroba wyróżniana od stosunkowo niedawna. Osoby nią dotknięte, chociaż są niedysponowane, „boją się” wziąć kilka dni wolnego. „Czujemy się niezbędni w pracy i przychodzimy chorzy, mimo że nasza produktywność jest wtedy znacznie mniejsza” – mówi serwisowi infoWire.pl Katarzyna Niewińska, psychoterapeutka z kliniki Psychomedic.pl. Według badań prawie połowa Polaków (ok. 45%) w czasie choroby idzie do pracy. Decydują się na to z powodu braku zastępstwa (ok. 36%), nadmiaru obowiązków (ok. 33%) lub kwestii finansowych (ok. 32%). Ponadto wśród przyczyn wymienić można poczucie winy, obawę przed pretensjami ze strony współpracowników i szefa oraz strach przed utratą pracy. Czasem też nadmiernie zależy nam na pokazaniu zaangażowania i dlatego staramy się udowodnić, że praca jest dla nas ważniejsza niż własne zdrowie. Nie jest to jednak prawidłowe podejście – wyjaśnia ekspertka. Granica między sumiennością a prezenteizmem jest cienka. Pracodawcy nie powinni dopuszczać do sytuacji, w której chorzy pracownicy przychodzą do pracy, ponieważ z punktu widzenia firmy jest to nieekonomiczne i nieopłacalne. W dodatku może być sygnałem innych, poważniejszych problemów – braku asertywności, niskiej samooceny lub chęci nadmiernego przypodobania się otoczeniu. Dlatego prezenteizmu nie należy bagatelizować. Warto poprosić o pomoc psychologa i jak najszybciej rozpocząć terapię. dostarczył infoWire.pl